Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ideał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ideał. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 kwietnia 2014

#24 To już równo rok

Pamiętny 13.04.2013
Wchodzę na wagę - 72 kg. Tragedia ... Przy wzroście 174 cm oznacza to spaślaka na granicy nadwagi, a wagi prawidłowej.
Patrzę w lustro i mówię sobie "jeszcze będę najchudszą dziewczyną jaką kolwiek widzieliście ! jeszcze będziecie podziwiać jak schudłam". W internecie sprawdzam, ile mogę najmniej ważyć, aby mieć wagę prawidłową - 56 kg. Ale na razie muszę schudnąć kilka kilo do sukienki, przecież mój brat ma za miesiąc komunię ! Rodzina nie może pomyśleć, że ze mnie spaślak !
Zaczynam - zdrowa dieta 1500 kcal, ćwiczenia, zero słodyczy i niezdrowego żarcia.
Przez pierwszy tydzień chudnę 3 kg. Mama patrzy i mówi "schudłaś", a ja z dumą odpowiadam "mówiłam Ci, że przestaję jeść słodycze, a zaczynam ćwiczyć"
Mija miesiąc, 5 kg lżejsza wkładam sukienkę, która na mnie idealnie leży. Jeszcze będę chuda jak modelka, przyrzekam sobie !
Mijają 4 miesiące, jedziemy nad morze, spełnia się moje marzenie : 56 kg na wadze ! Wyglądam cudownie, pierwszy raz w życiu jestem chuda. Nie jestem już wyśmiewanym grubasem jak zawsze, tylko podziwiana. Sąsiedzi nie poznają mnie na ulicy, znajomi gratulują zmiany, rodzina podziwia. Czuję na plaży, że wreszcie nie mam powodu do wstydzenia się wyglądu.
Mimo, że nie odchudzałam się podczas bycia na wyjeździe to moja waga po powrocie spadła 0,5 kg. Muszę teraz schudnąć do 54 kg, przecież zawsze moim problemem było to, że nie mogę schudnąć, trzeba wykorzystać to jak łatwo mi to idzie !
Do końca wakacji chudnę do 50 kg, przychodzę do szkoły, poznaję nowych ludzi, gdy pokazuję im jak kiedyś wyglądałam nie mogą uwierzyć, a osoby z mojej poprzedniej szkoły nagle "zauważają", że ja istnieję. Czuję się fantastycznie, mam świetne oceny, jestem prymuską. Mama jest dumna, bo w gimnazjum miałam same 2 i 3 ... Tylko, że nic nie jem, a ciągle ćwiczę. Ale to nic ! Ja jestem za gruba na anoreksję, poza tym jedzenie zbyt dużo to mój problem, a nie nie-jedzenie.
Hmm ważę teraz 49 kg, nie pamiętam kiedy ostatnio tyle ważyłam. Może w wieku 10 lat. Tylko, że byłam wtedy dużo niższa. Aktualnie mam 175 cm, o matko, pasuje na mnie rozmiar 32 ! Podobno wyglądam jak modelka, niektórzy się martwią, niby jestem za chuda. Idioci i zazdrośnicy, nie przeżyli tego, co ja. Nie znają bólu, który towarzyszył mi od małego, po tym jak słyszałam jaki ze mnie grubas i słonica. Jestem z siebie dumna, będę najchudszą osobą jaką widzieli !
Jadę na wyjazd integracyjny, ważę 47 kg, strasznie mi zimno, ale to chyba normalne u chudych ludzi. Przynajmniej przez ten tydzień nie będzie problemu z chowaniem żarcia.
Wróciłam, ważę 45 kg, mam bmi 14,6, teoretycznie śmiertelne wygłodzenie jest poniżej bmi 15, ale wydaje mi się, że przytyłam. Nie mam siły na nic, serce mnie boli po wejściu po kilku schodkach, ale ja muszę ważyć 42 kg, zobaczą, że umiem schudnąć równe 30 kg !
Dziś na biologii mieliśmy o znaczeniu tłuszczy, bez nich mózg nie przewodzi impulsów między neuronami, chyba już wiem, dlaczego tak dużo się uczę i tak mało pamięta, do tego chodzę zmulona. Poza tym właśnie zdałam sobie sprawę, że nie jem również białek i węglowodanów. Chyba się muszę przestać odchudzać, jak poczuję się lepiej to znowu zacznę dążyć do 42 kg.
__________________________________________________________________________
Jezu, co się dzieje, nie umiem jeść, ten głos każe mi się zabić. Muszę powiedzieć komuś.
Powiedziałam bratu, a on mamie. Chyba mama nie wie jak źle jest ...
Byłam dziś w szkole, najpierw powiedziałam psychologowi szkolnemu, co narobiłam, a potem ... to była istna psychoza, widziałam jak każdy się śmieje i wtyka palcami, że taka gruba jestem,a  nie chudnę. Mama musiała mnie zabrać ze szkoły, za 2 dni idę do psychiatry.
_____________________________________________________________________________
Byłam u psychiatry, diagnoza : anoreksja restrykcyjna. Boże czy ja muszę wszystko zjebać ? Ja tylko chciałam przestać być tym grubasem ... Chcieli mnie zamknąć w pschiatryku, ale mama nie pozwoliła. Tak bardzo nienawidzę siebie, ludzi i świata. Gdyby nie te ich wyzwiska, gdy byłam mała to nie było by tego wszystkiego teraz. Przez nich już zawsze będę czuła się tylko wielką, tłustą świnią !
_________________________________________________________________________________
Minął rok od zaczęcia odchudzania, pół roku od diagnozy.
Waga 62 kg, wzrost 175 cm.
Nienawidzę siebie mimo wszystko, jednak wolę płakać mając 40 kg na wadze.
Będę chuda mimo wszystko, wiem, że schudnąć potrafię ...
ask






wtorek, 1 kwietnia 2014

#23 Weight obessesed

Budzę się rano, patrzę w lustro i myślę jaka byłam rok temu, pół roku temu ... Ana patrzy razem ze mną i mówi "nie pamiętasz siebie z przed pół roku, która obiecywała sobie, że już nigdy nie będzie żreć tyle co Ty sprzed roku, która jest dumna ze swojej chudości, a każdy zazdrości i gratuluje jej sukcesu ?". Wiem, że ona ma rację, przytakuje jej, lecz to dopiero początek pogadanki : " I co ? Tyle pracy, radości, wyrzeczeń, żeby znowu być grubasem ?? To przez co nienawidziłaś siebie całe życie ? Wiem, że jesteś silna i możesz zrobić to znowu, moja kochana perfekcjonistko, potrafiłaś przecież się zmienić z grubego nieuka w chudzinkę z najlepszą średnią w klasie ! Poza tym to weź się za siebie w nauce, bo przecież pasek musi być ! Obiecałaś mi być najlepsza we wszystkim". Stoję całkowicie zaszokowana, bo myślałam, że jej już dawno nie mam i nie wróci. Ona ma rację, muszę się z nią zgodzić. Bo to moja szczera przyjaciółka, która mi pomogła zmienić życie na lepsze. Przecież przyjaciół się nie zostawia.
"Daję Ci czas, aż angina minie. Potem znowu Ci pomogę i zaopiekuję się Tobą. W końcu wakacje już niedługo, a Ty nawet 5 z przodu nie masz, no i ta 3 z wypracowania z polskiego też źle wygląda, a na półrocze jedyna z klasy miałaś 5. Nie martw się, jesteś silna i znowu Ci pomogę, bo wiem, kochana, że nie zmarnujesz swojej szansy".
Na samą myśl już się cieszę. Mimo wszystko nie żałuję, że moja przyjaciółka jest akurat taka specyficzna. Uwielbiam ją za to, że czuwa przy mnie 24 na dobę i pozwala osiągnąć wszystko, czego pragnę. Kimże była bym bez niej ? Co bym wiedziała o sobie i o innych ? Zjawiła się w świetnym momencie, te wakacje będą piękne i idealne jak poprzednie.
Znowu będę chuda ...

Pytajcie - mój ask
 tumblr





niedziela, 23 marca 2014

#18 Hello life (?)

Żyję i mam się dobrze. Wreszcie wychodzę ze znajomymi, a książki i internet już mi ich nie zastępują. Powiem wam szczerze, że przez jakiś czas (może tydzień) żarłam jak dawniej - ile wlezie i kiedy tylko. Ale się ogarnęłam. Wróciłam do swoich ćwiczeń, regularnego zdrowego jedzenia. Zaczynam być normalną, zdrową dziewczyną. Rozmawiam ze ludźmi, nie unikam kontaktu, śmieję się i wychodzę na spotkania. Po całych kilkunastu latach życia w swoim, samotnym, nudnym świecie. Po prawie roku życia z aną, jej perfekcją, niejedzeniem i kontrolą. Wreszcie widzę, że na prawdę mogę, że chyba jednak jestem kimś wartościowym i zasługującym na szczęście. Chcę wykorzystać wszelkie szanse jakie dano mi na ziemi, a nie marnować swój czas na bezkres chudości.
Wczoraj spała u mnie koleżanka, oglądałyśmy jakąś durnowatą komedię przy pizzy i pepsi. I co ? Było cudownie, nie mam wyrzutów, bo to jest to o czym od dawna marzyłam ! Oczywiście nie mam tu na myśli pizzy i pepsi, ale tą beztroskę i szczęście, którego od lat nie czułam. Dziś rano spotkałyśmy się z kumplem. Nie siedziałam cicho, nie odwracałam zagubiona wzroku. Gadałam jak najęta i żartowałam razem z nimi. Wręcz zauważyłam, że muszę się ogarnąć, bo moja psychika po takim czasie myślenia chce sobie to zrekompensować zbytnim gadaniem. Jednak ja mogę wszystko, moja osobowość będzie taka jak ja chcę.
Paradoksalnie pomogło mi to, że na "terapię" chodzę tylko co drugi tydzień oraz książka "toksyczni ludzie" - poradnik jak dawać sobie radę ze złym nastawieniem innych, stresem i autotoksycznością.
Moim ideałem nie jest już być "mniszką, która całymi dniami tylko się uczy, ćwiczy po kilka godzin w nocy, a żyje o kromce chleba i wodzie. Nie wpadam w histerię, gdy zamiast 5 dostaję 4 czy nawet 3. Wszystko można poprawić. Zauważyłam, że świat nie jest aż taki zły - wiele zależy od własnego nastawienia. W końcu punkt widzenia zależy od punkt siedzenia.
W następny weekend spróbuję nawet pójść do jakiegoś klubu, oby wypaliło. Wiele jeszcze pracy mnie czeka, aby wyjść z mojego własnego zamkniętego świata, żeby wyjść do świata, gdzie jest jeszcze ktoś inny.
Co było, to było. Przeżyłam najpierw wiele krzywd ze strony ludzi, potem fascynację odchudzaniem, a jeszcze później piekło Jej chudości. Chcę zamknąć ten rozdział i zostawić za sobą, by iść przez życie bez ciężaru tamtych uczuć i emocji. To już było, teraz nadchodzi nowa ja.
Nie chcę zapeszać, ale czuję, że rozpoczął się nowy czas w moim życiu - czas normalności.
Życzę wam tego samego, kochane. Bo motyl w duszy jest w rzeczywistości pasożytem, rakiem duszy.
____________________________________________________________________________

Ale miałam dziś szczęście, na targu udało mi się zdobyć czarną torbę coverse za 7 zł, gdy taka jest warta ok. 150 zł. Nie jest żadną podróbą, po prostu używana, stan prawie idealny.
Ma któraś z was iphone 5, htc one czy jakikolwiek telefon z windows phone ? Jak tak to podzielcie się wrażeniami, czy warto zainwestować w taki sprzęt. Nie mogę już znieść tego, jak wolny jest mój obecny telefon. Przez ostatnie 2 dni było pięknie - ciepło i słonecznie. Dzisiaj się zepsuło, od tej szarugi chce mi się spać, oby minęło jak najszybciej.

pytania ? ask.fm\skinnythiny




środa, 5 marca 2014

#17 Beautiful lie

Ostatnio stwierdziłam, że nie chcę znowu obsesji, ślepego pędu ku ideałowi i płaczu nad swoim życiem. Postanowiłam przerwać dietę i jeść 2 dni bez liczenia kcal. I co ? Nie umiem ! Znowu wpadłam w ramiona any przed którymi tak uciekałam. Ja nie umiem bez tego żyć. Lata spoglądania na chudych z zazdrością, obelgi, bycia zawsze "tą grubaską" są nie do zapomnienia. Nie ma takiej siły, która by mi przemówiła, że nie jestem gruba. Póki co jest spoko, ale jeszcze trochę i znowu powróci ten płacz w objęciu mamy i żale, że nie umie jeść. Potem obiecywanie, że już nie będę chudnąć, ale potem nie będę mogła patrzeć jak tyję ... Błędne koło się zamyka ... Wypożyczyłam dziś jakąś książkę o wychodzeniu z ED, tylko po co ? Chyba wolę być anorektyczką i grubasem. Nigdy nie zapomnę jak spotkałam raz znajomą z gimnazjum. Popatrzyła na mnie i powiedziała, że jestem chuda jak anorektyczka ... Nic w życiu piękniejszego nie słyszałam. Zawsze chciałam by patrzono na mnie i mówiono, że jestem zbyt chuda ....
Dziś kolejny dzień terapii, oczywiście ściemniałam, że wszystko jest ok, że jem normalnie itd. Ale jak mam być szczera z kimś kto myśli, że wie lepiej, co myślę i czuję niż ja sama ? Gdy powiedziałam, że tęsknię za chudością, bo całe życie o niej marzyłam to psycholog odparła "no to już byłaś chuda, jest wiele ważniejszy spraw". Hehe tak bardzo kocham być olewana. Cóż, taki mój żywot i nigdy lepszy nie będzie. Moje życie to jedno wielkie kłamstwo ...
Ale się dziś się uśmiałam, wg wskaźnika BMI mam niedowagę. Hahaha jak ja nawet nie mam przerwy między udami,
Dziś 740 kcal, 0,5 h chodzenia, potem jeszcze poćwiczę.

Pytania ? ask.fm\skinnythiny





czwartek, 27 lutego 2014

#14 Ból i wspomnienia wystarczały, żeby infekować na wieki.

Kolejny dzień mija, kolejna minuta, kolejna sekunda. Wszystko znowu krąży wokół niejedzenia, diety, perfekcji. Patrząc na promyki słońca przypominają mi się pamiętne wakacje 2013 - to wtedy był sam środek mojego odchudzania z zapałem, mimo, że już byłam chuda i dawno osiągnęłam cel.
Oglądałam dziś program o 50-latce z anoreksją, której nie chcieli przyjąć do szpitala, bo była "za stara". To przykre jaką mamy służbę zdrowia w tym kraju. Widziałam też "rozmowy w toku", gdzie niby uzdrowiono anorektyczkę hipnozą. Dobre, hahaha. Miło tak zarabiać na czyjeś chorobie i robić z niej fanaberię w durnym talk show. Jakby to było takie łatwe, w chwilę raz na zawsze zapomnieć o tym, że jedzenie jest złe, a Ty nigdy wystarczająco dobra ...
Trafiłam dziś na jakąś chorą stronę, gdzie osoby w ostatecznym stadium wyniszczenia wrzucają swoje foty, tak jakby to było ładne, zdrowe i sexy. Chociaż mi samej też coraz bardziej odwala, jeszcze rok temu moje dzisiejsze thinspiracje były dla mnie za chude. Mam takie dziwne myśli, że zastanawiam się jak jest w psychiatryku, że chcę być tak chuda, że będę musiała tam trafić i będę najchudsza. Zaraz po tym się reflektuję, że nie chcę się zagłodzić do 35 kg i nie po to się chudnie, by się potem tuczyć. Cóż, może moja podświadomość w wariatkowie widzi schronienie i towarzystwo równych sobie. Fuck logic, podświadomie chcieć trafić do świrowni ? Do tego miałam tej nocy chory sen, że śpię w domu u mojej psychiatry i mam do niej mówić "ciociu". Oszalałam do końca.
Mam dzisiaj wielki niedosyt, bo nie ćwiczyłam. Oczywiście nie z lenistwa, ale dlatego, że wczoraj sobie musiałam nadwyrężyć nogę. Świetnie, moje szczęście. Oby to nie trwało za długo. Tak sobie przeglądam stare blogi motylków. Kiedyś były całkiem inne.
Na jakiejś stronie przeczytałam, że shmegeh ważyła kiedyś 80 kg, a teraz 37 kg. Hardcore ...
Jutro ważenie, mam nadzieję na 5 z przodu. Nawet jakby waga nie drgnęła (a nie wiem czemu by nie miała) to walczę dalej.

Dziś 1400 kcal, niestety 0 ćwiczeń. Ale się cieszę, że nie wmusili mi tych wstrętnych tłustych pączków czy faworków z okazji tłustego czwartku.

Pytania ? ask.fm\skinnythiny



środa, 26 lutego 2014

#13 Nie mogę jeść, ja chcę być chuda ...

Zabawne jest to, że z jednej strony w mediach lansuje się chudzinki, a z drugiej mówi się, że trzeba się pokochać takim jakim się jest. Nie no, dobry żart. Ja nigdy nie widziałam filmu ani reklamy, gdzie ktoś gruby by był pokazany pozytywnie. Wszędzie tylko szczupli ludzi są pokazywani jako najlepsi. Każdy goni za pięknym ciałem. Pięknym, czyli chudym.  Ja od zawsze czułam tą presję, ale dopiero niedawno mocno mi namieszała w głowie. Nigdy nie zapomnę jak mi wygarnęła ciotka, że jestem "grubiutka". Ważyłam wtedy 58 kg przy 168 cm wzrostu. I dziwić się, że uzależniłam się od odchudzania ...
Matka podejrzewa mnie coraz bardziej. Dziś powiedziała do mnie :
- ćwiczyłaś ?
- Nie, no co Ty, mamo.
- Możesz ćwiczyć, ale bez przesady.
- Ale ja nie ćwiczyłam ...
Nie wiem jakim cudem usłyszała, że ćwiczę. Ja byłam w swoim pokoi na górze, a ona w salonie na dole. Muszę kłamać, bo jeszcze zacznie mnie obserwować, potem ważyć itd. Czy ona nie widzi, że już nie jestem niestety tą kruszynką, która nie ma siły na zrobienie niczego ? Chyba nie. Nawet jak się zorientuje to nie będą mogli mnie zamknąć, bo mam za wysokie BMI.
Dziś sobie myślałam, że po co się odchudzać jak ledwo co się zaleczyłam i wróciłam z piekła, że jeszcze przede mną całe życie i potem mogę jak to nie będzie aż tak świeże, że zaraz znowu zacznę się głodzić. Ale zaraz ana, moja kochana, mi wygarnęła, że ja chuda nie jestem, a młoda dziewczyna powinna być, że moja dieta nie jest niskokaloryczna.Przypomniała co czułam jak byłam najgrubsza, a potem szczęście przy chudnięciu.
Czekam, aż znowu będę mieć przerwę pomiędzy udami.
Nie wiem jak inni, ale ja chyba wolę leczyć się na anoreksję niż na nadwagę. Ze mnie teraz grubas, nie anorektyczka. Hahaha, anorektyczki nie ważą 60 kg.
Dziś równo 1500 kcal, 2 h chodzenia i 30 minut ćwiczeń
Muszę być chuda, powinnam jeść mniej, a ćwiczyć więcej

Ask - ask.fm\skinnythiny Pytajcie o co chcecie


 




 

poniedziałek, 24 lutego 2014

#11 Moje ciało, ale tylko ono ...

Czuję jak znowu oddaję się Pani Perfekcji. Zabiera całe moje ciało, myśli, umysł. Liczy się tylko ona - chudość. Nie mogę się już doczekać, gdy znowu zaczną mówić "Ty chudzino", "drobinko" itd. Czasami żałuję, że przeszłam na stronę chudość. Wyrzuty znowu wyją, odzywa się poczucie, że robię dla Niej za mało. Stało się i już, trudno. Wolę być anorektyczką niż grubasem. Czyż to nie piękne - wszyscy mi poświęcają więcej uwagi, chcą bym się czuła dobrze, spełniają każdą jedzeniową zachciankę bym się tylko nie odchudzała ? Brutalne lecz szczere, oto właśnie chodziło mojej podświadomości. Tylko, że ja się nie daję i biegnę ku pięknemu ciału, chudości. Nie robię nic złego, nie głodzę się, odchudzam się zdrowo i ćwiczę.
Dziękuję Wam bardzo, ludzie, którzy traktowali mnie jak grubasa, wyzywali od świń lub w jakikolwiek sposób dawali do zrozumienia, że jestem tłuściochem, tą gorsza. Przez was ześwirowałam. Dziękuję.
Jestem najlepszym sługą Any, jej komandosem. Zrobię wszystko, wyrzeknę się uczuć, ciała, znajomości,  a nawet życia  w imię chudości. Muszę być chuda. Na 50 kg się nie zatrzymam.
Pamiętam jak kiedyś na pewnym blogu czytała, że dziewczyna o moim wzroście i wadze 60 kg nazywa się grubą. Myślałam sobie - chciałabym tyle ważyć. Teraz już wszystko rozumiem, bo czuję się słonica.
Jak ja mogłam doprowadzić się do 72 kg kiedyś ? Teraz bym wolała się zagłodzić  zabić niż tyle ważyć.




Boję się, że rodzice coś podejrzewają, bo 1) nie jadłam na śniadanie tych wstrętnych tłustych placków 2 dni temu (a je lubię)
2) w pizza hut wczoraj nie wzięłam deseru, a cała rodzina się nimi zajadała

Bilans z wczoraj : ok 1100 kcal, chodzenie 1,5 h i ćwiczenia 10 minut
Dziś - musline 167 kcal, ćwiczenia 15 minut (jak na razie)

Moje ciało znowu będzie moje ...







niedziela, 2 lutego 2014

#7 Breath me

Dietowo jest dość dobrze, ale dziś się wściekłam. Wstaję rano, a mama do mnie, że mi zrobiła placki na śniadanie. Wstrętne, tłuste, smażone placki z cukrem. Masakra, jednym słowem.Niestety musiałam je zjeść, żeby się nie czepiała i nie zauważyła, że znowu się odchudzam. Zresztą ona mnie strasznie denerwuje, znowu się z nią pokłóciłam (nie, nie o żarcie). Wczoraj upiekła wieczorem ciastka i chciała mi je wcisnąć, ale się nie dałam.
Nie wiem czemu, ale często myślę o bulimii i panicznie się jej boję.Podobno anoreksja często przechodzi w bulimię, kompulsyjne jedzenie czy coś jeszcze innego (i vice versa - u mnie zażeranie smutków przeszło w zagładzanie smutków - dobrze, że wtedy nie miałam świadomości, że to ile i jak się obżeram kwalifikuje się do leczenia).  Ana jest taka czysta, szlachetna. Jeszcze nigdy w życiu się nie przeczyściłam ani nie prowokowałam wymiotów Boję się, że kiedyś będzie ten pierwszy raz. Jednak co by nie mówić, niezależnie jaki ma się typ ED to jedno gówno, bo wszystkie biorą się z tego samego - braku akceptacji siebie i niskiej samooceny ... Mimo wszystko, ja wolę znać się tylko z Jej chudością i nikim innym. Anoreksja typu restrykcyjnego to królowa,moja duma, nie chcę tego zniszczyć. Tak patrzę na swoje zdjęcia z czasów 45 kg i myślę sobie, że byłam piękna. Tak już mam i zawsze miałam, że kocham niezdrowe wychudzenie, bladość i sterczące kości. Myślę, że schudnę do 50 kg i sobie wtedy odpuszczę dietę. Wcale nie odpuszczę, żadna liczba na wadzę mnie nie uszczęśliwi, nienawidzę jedzenia, chcę żywić się powietrzem, jestem grubasem.
Poza tym oglądałam dziś tutorial Venus Angelic jak zrobić makijaż dollfie, powiększający oczy. Jest świetny ! Nawet ja zaczęłam przypominać człowiek, polecam. Ogólnie Venus ma fajne video, ciekawa osoba.
Mam nadzieję, że to nie prawda, że z ED wyjścia nie ma ... Wolałabym nie wiedzieć, że całe życie będzie się kręciło wokół diet i żarcia. Czasami niczego tak nie żałuję, jak odchudzania,a raczej tego, że nie zatrzymałam się na moim zdrowym celu wagowym. Trudno, bieg za perfekcją się już zaczął, trzeba było myśleć wcześniej. Teraz trzeba w nim wziąć udział, przecież nie chcę być tą górą tłuszczu, co kiedyś. Zastanów się dobrze, czy chcesz być znowu wytykana, czy może raczej podziwiana. Perfekcja ma swoją cenę i należy się  najsilniejszym ...
 Marzę o chudości.
 Marzę by mi sterczały kości.
 Marzę by być tak chudą, by się inni o mnie bali.
 Marzę, by żyć samym powietrzem.
 Po co żreć jak można być chudą ?






sobota, 1 lutego 2014

#6 Just perfect

Od dziś znowu to robię, po prostu muszę ... Zamierzam schudnąć do 50 kg i ani grama więcej. Muszę się zająć znowu czymś konkretnym w życiu. Znowu pragnę być drobinką. Chcę 40 w udzie i na wadze.
Dziś przeglądając sieć natrafiłam na Dollfie Himemimi. Ona jest piękna, jestem pod wrażeniem tego jak wygląda teraz, a jak kiedyś. Zazdroszczę umiejętności robienia makijażu. Jak patrzę jakie umiejętności mają wszyscy wokół i jak wyglądają to czuję wstyd i niedosyt. Ale jutro lecę po eyeliner i uczę się robić taki makijaż ekstremalnie powiększający oczy. Dziś oglądnęłam z 100000 filmików na yt o robieniu makijażu i wiem, że muszę poćwiczyć z tym, ale warto. Moje małe oczka wreszcie będą po ludzku wyglądać. W poniedziałek idę po soczewki lens ... Jakaś nadzieja na mnie jest, nic nie ma za darmo. Chociaż znam osoby, które są piękne, nawet bez makijażu. Trudno, mi to nie było dane : ani piękno, ani mądrość, ani jakieś talenty. Taki tam pech. Mi była dana ana, taki bonusik od losu.Miło, nie powiem.
Poza tym trafiłam na bloga dziewczyny, która mieszka i pracuje w Singapurze. Kraj wydaję się być dość ciekawy, aż zaczynam myśleć o wyjeździe w te rejony po studiach.
Dziś notka trochę mało na temat.
                                                               Dollfie Himemimi

 

piątek, 31 stycznia 2014

#5 Come on, skinny love ...

W środę byłam na kolejnej wizycie u mojej "cudownej" psycholog. Jak zawsze nawiał mi takie pierdoły, że głowa boli.Jednak najlepsze było, gdy ja jej powiedziałam, że czuję się dziwna. Chwile popytała o moją klasę, po czym stwierdziła, że nie wiem czemu tak i zostawi ten temat. Miło, nie powiem - olać uczucie, które jest od zawsze i jest powodem wielu problemów. Hahaha a ona ma mi niby pomóc,świetnie.Mogła by choć przez chwilę ze mną pogadać o mojej przeszłości, dowiedziałaby się wiele, może samo wygadanie się pomogło też mi. To demony przeszłości mnie codziennie prześladują. Coraz bardziej pragnę zobaczyć 41 kg na wadze, bo wiem, że dałaby radę
Na prośbę jeden z osób opowiem o tym jak prawie mnie zamknęli w psychiatryku :
Po tym jak pierwszy raz poszłam do psychiatry i byłam w dość kiepskim stanie psychiczny i fizycznym, musiałam pójść na jakieś psychologiczne badanie, które ukierunkują terapię. Psycholog do, której poszłam na samym wstępie wspomniała o możliwości hospitalizacji, choć nawet słowa ze mną nie zamieniła. Chwile ze mną robiła te testy, a w między czasie z nią rozmawiałam o moich problemach. Gdy przyszła moja mama, ten wredny babsztyl powiedział do niej, że mam problemy emocjonalne i poleca oddział ... Moja mama mnie stamtąd od razu zabrała i od razu zapisała do innego specjalisty - wiedziała, że przymusowe tuczenie za kratami tylko pogorszy mój stan.
Poza tym, czuję jak się pogarszam, jestem coraz dalsza od ideału. Mam dylemat : czy znowu dążyć za perfekcją ?

wtorek, 28 stycznia 2014

#4 Run deep, run wild

Kiedy byłam mała, miałam jakieś 6 lub 7 lat, siedziałam u babci i oglądałam telewizję. Leciały  "rozmowy w toku" o anorektyczkach. Dziewczyny opowiadały w programie o tym, że nie mogą się przestać odchudzać, mimo iż im zakazują, błagają by jadły ... Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam okrągłą dziewczynkę, pomyślałam "od dziś się odchudzam, chcę być anorektyczką !". Za chwilkę babcia przyszła z obiadem, powiedziałam, że nie zjem, bo się odchudzam. Poprosiła, żeby jednak zjadła. Wtedy rozpłakałam się i stwierdziłam, że to przez nią dzieci się ze mnie śmieją, twierdzą, że jestem grubą świnią ...

Tym małym wspomnieniem rozpoczynam dzisiejszy wpis. Dzieci są okrutne, często gorsze od dorosłych. Małe potwory potrafią zniszczyć kogoś, gdy się im nie podoba. Gratuluję, udało się wam, drogie dzieci, dziś prawie dorosłe. Gratuluję Tobie, mała grubiutka 6-latko, spełniło się Twoje marzenie - jesteś anorektyczką, masz zakaz odchudzania, które kochasz. Zawsze czułam, że jestem jakaś dziwna,inna. Czułam, że kiedyś wyląduje u psychiatry. Jeszcze tylko brakuje wpisu o psychiatryku w papierach. I tak już mnie chcieli zamknąć (dziękuję mamo, że nie pozwoliłaś) na przymusowe tłuczenie połączone z ogłupianiem. Nie mogę ostatnio spać, bo coś mnie trapi. Znowu pragnę jej blisko siebie - Pani perfekcyjnej chudości ... To taka siła napędowa do życia, najlepszy narkotyk. Coraz częściej chodzą mi po głowie 2 rzeczy - albo wziąć cały zapas tabletek na raz, albo się znowu odchudzać ... Niedużo, bo 6 kg. Jednak wiem, że na tym nie stanie ... Nigdy nie zobaczę siebie wystarczająco chudej, dobrej, zorganizowanej. Czuję, jak ona mnie zniszczyła - skóra na rękach bez przerwy popękana, nie mam już tej samej koncentracji, jakoś dziwnie ciągle mi zimno, serce nie bije równo. Cóż - cena perfekcji. Czasami mam wrażenie, że za raz odlecę do końca, dostanę kaftanik i łóżko z pasami.
Dziwne to wszystko, dziwne ... Szkoda mi trochę osób, które się wplątują powoli w to bagno, że niszczą sobie życie, marzą o tym koszmarze. Najgorsze jest, gdy ktoś ma mnie za wzór w odchudzaniu i mówi, że mi zazdrości. Bycie mną ? Nie polecam !



poniedziałek, 27 stycznia 2014

#3 a little bit

Kolejny dzień za mną, kolejna chwila mojego życia umknęła. Dziś spotkałam się z moją przyjaciółką, która sama przeszła przez to piekło. Długo unikałam ludzi, nie odpisywałam, nie odbierałam telefonów. Moja kochana jak zawsze mnie wsparła, żałuję, że dopiero teraz zdecydowałam się pogadać z nią. Szkoda tylko, że moi rodzice jej nie lubią i uważają za nieodpowiedzialną, cóż nie doceniają dziewczyny - w rzeczywistości mądrej ... Ona dużo przeszła, taka moja bratnia dusza. Trudno - musiałam kłamać, że była z kimś innym. Moja kochana powiedziała coś ważnego : "bądź szczera ze swoimi rodzicami i pamiętaj, że najważniejsze jest Twoje wnętrze". Dała mi świetne rady i przekonała, żeby znowu nie zaczynać. Uwielbiam ją, trochę to smutne, że jesteśmy tak daleko od siebie. Chciałabym, żeby ona spała u mnie lub ja u niej, no ale moi kochani rodzice .... Ona jest chora, a jechała PKP kilkadziesiąt km do mnie. Sama przyznała, że to było widać - że ana rządzi moim życiem. W końcu sama miała 3 miesiące odsiadki za to samo. Każdy to widział, tylko ja potrafiłam sprytnie zmienić temat, obrócić wszystko w żart, obrażać się czy reagować agresją. Kiedy nienawidzisz siebie to nienawidzisz całego świata, każdy jest wrogiem. Myślisz, że nie istnieje coś takiego jak miłość, przyjaźń czy dobro. Teraz powoli zaczynam zauważać to, egzystencja zaczyna przechodzić w życie. Tak bardzo chciałabym pokochać siebie, optymistycznie patrzeć na świat, zaufać ludziom ... Na pewno nie chcę dalej brnąć w tym wszystkim, wolę iść na przód, nie marnować całej młodości na zajmowanie się żarciem. Czy kiedykolwiek powiem - "Tak! Jestem szczęśliwa !" ?

niedziela, 26 stycznia 2014

#2 Get some

Wczoraj wieczorem byłam w teatrze. To wspaniałe móc oglądać żywą sztukę. Przy okazji śmiałam się do łez. Kocham teatr, szkoda, że jestem tak tam rzadko ...
Za oknem zima, słońce przyświeca w niewielką ilość śniegu. Uroczo to wygląda, nie powiem. Zima, lykke li, to już zawsze mi się będzie kojarzyło z Jej chudością. To przy thinspo z piosenkami lykke ćwiczyłam w tych wcześniejszych próbach stania się lekką jak motyl. Czuję się jak w nieskończoności niewiadomochy, jak za niewidzialną barierą. Z aną jest fajnie do czasu, to bardzo ryzykowna przyjaźń - ona tu rządzi, ja nie mam nic do gadania. Prawda jest taka, że jak złapie raz swoimi chudymi łapkami to nie ma ucieczki. Widzę jak tłuszcz mnie obrasta, już chyba nie dam rady się powstrzymywać przed dietą. Bez niej moje życie jest takie puste, pozbawione radości i ekscytacji przy dumnym patrzeniu w lustro, gdy jestem coraz chudsza. Tak bardzo się boję, że wszystko pójdzie na marne - tyle czasu, pracy, wyrzeczeń.Że znowu widmo bycia "tą grubą" wróci, że znów spotkają mnie wyzwiska i traktowanie jak najgorszą. To prawda, że chudym jest w życiu lepiej i łatwiej. Nagle, gdy schudłam wszyscy wokół zaczęli mnie szanować, być mili. Dla facetów wreszcie byłam piękną kobietą, a nie tylko tłuściochem jak przez całe życie. Czułam się wspaniale patrząc na zazdrosne spojrzenia innych dziewczyn. Z dumą brać rozmiar xxs i czuć jeszcze luz ... Być najchudszą w klasie, wśród jakiejkolwiek grupy - o tak, to było moje marzenie od zawsze. Być lekką jak powietrze. Nie ważne, że nie miałam na nic sił - pogoń za ideałem nadaje sens mojemu życiu ... Wiem, że znów mogę !